w. Sztaba David Hockney w theatrum picturae
Tak, natura i malarz David Hockney potrzebują siebie nawzajem. On potrafi inscenizować wciąż nowe sceny w teatrze natury, a pejzaż zapewnia mu idealne możliwości zaprezentowania całego repertuaru teatru malarstwa. Razem tworzą jeden z najpiękniejszych spektakli w sztuce współczesnej.
Kilka lat temu rozpoczęła się ich współpraca. Nieprzypadkowo powracającym motywem w jego pejzażach jest droga – w polu i w lesie – często umieszczona w samym centrum obrazu jako punkt zbiegu, mówi o wędrowaniu i dochodzeniu, w życiu i w sztuce: Artysta dotarł do celu – a my, jego widzowie, jesteśmy z nim. Stojąc przed tymi malowidłami wielkimi jak murale, które wciągają nas w swoje przestrzenie, zatrzymujemy się na chwilę, robimy przerwę i zanurzamy się głębi obrazu, niczym chiński malarz, który zniknął w swoim ostatnim pejzażu – i myślimy, że tak właśnie powinno się przebywać w czasie.
Celebrujemy to, co kochamy. Fotografię, którą Hockney wcześniej często używał jako pomoc w malarstwie, teraz wykorzystuje w swoim teatrze, aby uchwycić i uwidocznić rytuał malowania. W fotografii inscenizuje siebie i malarstwo; tylko dzięki fotografii publiczność może uczestniczyć w jego theatrum picturae.
Niczym rzemieślnik wypełnia swoją dniówkę w plenerze powtarzając gesty swoich wielkich poprzedników, Moneta, Cézanne’a, van Gogha i Pissarra, którzy z przenośnym warsztatem malarskim na plecach wyruszali na poszukiwanie tematów. Miejsce osiąga nie pieszo, lecz samochodem. Zbliża się do motywu w coraz większych szkicach, a następnie od razu rozpoczyna pracę nad obrazem olejnym, który ze względu na swój rozmiar składa się z kilku segmentów, zdatnych do transportu. Zręcznie operuje płótnami, ustawia je raz jedno nad drugim, raz obok siebie na trzech sztalugach, a stół za nim służy mu za paletę. Reprodukcja poprzedniego obrazu leży na ziemi dla porównania, jeśli motyw powtórzony zostanie w kilku wariantach. To pokaz malarstwa w formie performansu! Podczas malowania nie ma żadnych trików; dla każdej formy w naturze wynajduje nową formę w farbie: w ten sposób maluje liście, a tak – pień drzewa. Czasem pędzel uwalnia się od tego zadania, gałąź staje się przerwaną linią, plama koloru unosi się, przelatuje przez obraz niczym kartka papieru na wietrze.
Na wystawie przed publicznością ten teatr dwóch aktorów będzie miał kolejne przedstawienie. Malarz ukrywa się za kulisami theatrum naturae, które zmieniają się z każdym aktem. Las odgrywa kolejne role, w innych kostiumach i dekoracjach: zimą, wiosną, latem i jesienią, czasem w silnym słońcu, czasem pod zachmurzonym niebem; kolory grają same siebie, ale pojawiają się też jako drzewa, ziemia i światło. Wieloczęściowa struktura obrazów przypomina o czasie przed wystawą, kiedy pejzaże dopiero powstawały, jeszcze we fragmentach, nie całkiem gotowe, kiedy dopasowywały się do siebie przed modelem – naturą. W wielu z tych złożonych obrazów poszczególne części mają własne ramy, przez co cały obraz wygląda jak wielkie okno. Co widzimy przez to okno? Z pewnością nie świat realistów ani świat czystego malarstwa. Przyglądamy się scenie sztuki i widzimy malarza Davida Hockneya i jego model – krajobraz. Szczęśliwy ten, kto jako widz potrafi odnaleźć swoje miejsce w tym spektaklu.
14.06.09
David Hockney, Nur Natur.
Kunsthalle Würth, Schwäbisch Hall 27. April bis 27. September 2009.